Komentarze - Szepty i Krzyki

Idź do spisu treści

Menu główne:

Artur Szuba: Zespół Szepty i Krzyki powstał w niecodzienny sposób i zdawało się, że przepadnie szybciej niż się narodził.
Stało się inaczej, choć mieliśmy problem ze stabilnym składem, nagle okazało się, że nagrywamy płytę, a wokół nas pojawiło się wiele życzliwych osób. Sądzę, że całkiem zgrabnie udało nam się połączyć nasze temperamenty i muzyczne inspiracje, a to naprawdę nie było proste. Ostatecznie, każdy z nas potrafił pójść na kompromis i oto trzymamy w rękach „Trzynaście stanów świadomości”.
Trzynaście różnych piosenek spiętych wspólnym klimatem i tekstami, a w nich głównie sprawy uczuciowe, coś o wyobcowaniu, braku wrażliwości, tęsknocie, przemijaniu, ale znalazło się też miejsce na frywolną piosenkę.
Album dopełnia poetycka wkładka z moimi wierszami pt. „Konfesłował”, swoiście osobiste spowiedzi przelane na papier.
Zależy nam na tym, by potencjalny słuchacz nie poprzestał na poznawaniu naszej twórczości jedynie przy pomocy mediów streamingowych, ale żeby zechciał postawić nas na półce obok swych innych ulubionych płyt.

Marcin Mentel: W momencie gdy się spotkaliśmy, przygotowany przez kolegów materiał był bardzo industrialny, ale przestrzenny. Jednak w toku pracy nad partiami gitarowymi stopniowo pojawiające się dźwięki wypełniły tę przestrzeń. I płyta wyszła jednak dużo bardziej gitarowa niż sam zakładałem. Sam proces tworzenia i nagrywania był dla mnie dużym wyzwaniem, ponieważ poznaliśmy się w trakcie tworzenia płyty, gdy jej koncepcja była już dość stabilna, a koledzy dali mi dość duże pole manewru. Dużo większe niż mogłem się spodziewać. Stąd fragmenty utworów demo zamieszczane kilka miesięcy temu przez zespół jako zapowiedź płyty, często znacznie się różnią od końcowego nagrania.
W procesie tworzenia towarzyszyły nam silne emocje, spory i wzruszenia, a także szepty i krzyki
Rafał Kaczewski: Praca nad płytą mocno wpłynęła na mój rozwój i udoskonalenie jednej z cech charakteru. Chodzi oczywiście o cierpliwość. Pierwsze wspólne dźwięki powstały dość szybko, a przed moim dołączeniem do Artura i Tomka były gotowe ze dwa utwory. Jak się później okazało - wcale nie były…
Kolejne pomysły pojawiały się niewystarczająco szybko w stosunku do moich oczekiwań i muszę się przyznać, że popadłem w zakłopotanie. Do tego wszystkiego nasz gitarzysta Marek Konserwa Stempień podjął decyzję o odejściu od zespołu, co spowodowało, że byłem bliski poddania się. Jednak z racji tego, że nikt na nas nie naciskał, udało się nam przetrwać trudniejszy okres.
Pierwsze wersje były już nagrane, ale nadal brakowało w nich gitar i czegoś jeszcze. Czegoś, co przyszło razem z Freddiem – naszym nowym gitarzystą. Jego kunszt i doświadczenie miały wpływ na końcowe brzmienie płyty. Nie zapomnę też tych długich zimowych wieczorów spędzonych w studio zaaranżowanym na poddaszu podczas rejestrowania gitar - bez sprawnych kaloryferów było naprawdę zimowo.
Słuchając płyty z boku stwierdzam, że udało nam się dokonać zderzenia kilku różnych światów. Jej różnorodność jest oczywiście pochodną różnic naszych osobowości – pewnie dlatego też tak bardzo się lubimy.

Tomasz Herbrich: Przygotowanie i opracowanie płyty "Trzynaście Stanów Świadomości", było mocnym przeżyciem, karuzelą emocjonalną, prawdziwą jazdą bez trzymanki przez skrajnie odmienne stany świadomości. Rotacja składu, zmiany w materiale pierwotnym, kłótnie, godzenie się, załamanie nerwowe, walka o dokończenie...
Cała przygoda z rozpoczęciem pracy nad nowym materiałem miała miejsce prawie dwa lata temu, gdy zaprezentowałem Arturowi „Kakofoniczny Szept”, który miał zaczynać mój solowy projekt.
Kompozycje pojawiały się w różny sposób. Czasem ktoś z nas przynosił zaawansowane zarysy muzyczne, jak „Tu i Teraz”, według mnie - genialna produkcja Rafała okraszona soczystymi gitarami Marcina, czy właśnie „Pustostan”, zdążyliśmy uznać za skończony po kolei w czterech różnych wersjach. Czasem pozwalaliśmy sobie na pewną formę eksperymentu – jak w przypadku utworów „Za Szybą” czy „Zima”, którego nagranie wyglądało następująco: każdy z nas zamknął się w record roomie na 5 minut i miał wymyślić coś, co będzie pasowało do wcześniej nagranego fragmentu. Tak oto Marek, Rafał, Artur i ja zbudowaliśmy podstawy. Z kolei totalnym odlotem było nagranie piosenki „Nieprzyzwoicie Kolorowe”, gdzie pojawiła się w nas jakaś dziwna, wariacka euforia.
Jeździliśmy nagrywać w najróżniejsze miejsca korzystając z uprzejmości i życzliwości naszych licznych znajomych, którzy chcieli bezinteresownie pomóc. (Tu podziękowania dla Marka Radzymińskiego-Karpińskiego z Zielonych Ludków za perkusję w Działdowie). Przygód było co nie miara. To była bez wątpienia najfajniejsza część nagrywania i tworzenia.
Po pewnym czasie Konserwa, nasz ówczesny gitarzysta, zdecydował się opuścić nasze szeregi. W momencie zakończenia pierwszej wersji płyty. Dlatego niezwykle trudno mi się postawić w roli Marcina, który dołączając do nas w jego miejsce, zastał gotowy materiał. Jednak dał z siebie na tyle dużo, że stare oblicze płyty zostało znów wywrócone do góry nogami.  Z tego miejsca chciałbym mu ogromnie podziękować za pomoc w produkcji i miksach, by były najwyższej jakości.
Najbardziej męczący był etap miksowania nagranych partii, którego się podjąłem. To był ogrom pracy. Na szczęście koledzy mają gigantyczne serca i wspierali mnie z całych sił bym podołał. Wszyscy razem i każdy z osobna starali się jak najwięcej mi pomóc, wspierać, dbali o niezbędny relaks. Dziękuję Wam.
I tak oto, w euforii i w bólach, powstała płyta "Trzynaście Stanów Świadomości".

Babsi Mikulska: Praca z zespołem Szepty i Krzyki nad płytą „Trzynaście stanów świadomości” jest dla mnie niezwykłą przygodą.
Miałam dużo szczęścia, że moje muzyczne doświadczenia doprowadziły mnie do spotkania z tą grupą.
Jestem oczarowana profesjonalizmem i zaangażowaniem jakie towarzyszy muzykom w twórczym dla nich czasie. Obserwuję to ze skupieniem i staram się tego od nich uczyć. Chociaż w tej drużynie jestem taką trochę „cudzoziemką”, bo pracujemy na odległość, nie brakuje mi przyjaznej i serdecznej atmosfery jaka otacza członków zespołu i jaką oni sami tworzą. Jestem bardzo szczęśliwa, że czerpiemy z podobnych nurtów muzycznych ponieważ pogłębia to nasze porozumienie na bazie twórczej i obustronne zadowolenie z efektów naszej pracy. Mam nadzieję, że płyta ta trafi do serc odbiorców i zakotwiczy fonetycznie w ich głowach tak, że nawet podczas tak codziennych przygód jak jazda autobusem czy przyrządzanie sobie śniadania, nagle zaczną nucić pod nosem utwory z tej płyty i w zamyśleniu zagłębiać się w przepiękne teksty Artura.

Ireneusz Knyziak: Współpraca przy „Trzynastu Stanach Świadomości”, to sytuacja ważna dla mnie z kilku powodów. Po raz pierwszy uczestniczyłem w sesji jako gość. A dzięki temu mogłem wspomóc kolegów, prywatnie - bardzo fajnych ludzi, w przejściowych trudnościach personalnych. To kolejny powód.
Dalej? Możliwość dodania swoich pięciu groszy do ciekawego materiału.
Szepty i Krzyki poruszają się między konwencjami w sposób mi obcy. Dało mi to możliwość wyjścia poza strefę komfortu. Lubię to!
Dziękuję za zaproszenie i polecam się na przyszłość.

Marek Stempień: Następstwem tej płyty jest mój syn Ludwk, ponieważ pojawił się przy jej powstawaniu. Można powiedzieć, że tak byłem zaangażowany, a właściwie to przechodziłem równocześnie jakiś kolejny etap swojego życia. Nasze koncerty i nagrywanie zamknęły pewną historie, zakończyły ją, a zarazem były początkiem nowej, nieznanej.
 
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego